Sport to zdrowie?

„Sport to zdrowie” – hasło znane niemal każdemu. Jednak czy prawdziwe? Tak, ale pod warunkiem, że uprawiany jest z rozsądkiem. W moim przypadku zdrowego rozsądku zabrakło, co zaowocowało kilkumiesięczną przerwą w bieganiu i karate, tygodniami bólu, licznymi RTG, USG, tomografiami, rezonansami, kilkunastoma wizytami u lekarzy (od Gdańska po Warszawę). No i wreszcie doświadczyłem, że w Polsce trzeba mieć zdrowie, żeby chorować…  Ale po kolei.W lipcu wziąłem udział w 1 Crss Mrthn. Dwa dni po biegu zacząłem odczuwać silny ból piszczela (tak naprawdę, ból odczuwałem dużo wcześniej, ale myślałem, że będę biegał, a on sam minie). Pomyślałem, że jest to zapalenie okostnej, a więc kilkanaście dni odpoczynku i będzie ok. Jednak ból nie przechodził, dlatego postanowiłem udać się do lekarza. Lekarz pierwszego kontaktu pomacał nogę, stwierdził, że pewnie w coś przywaliłem i wysłał mnie na RTG… kolan (wydawało mu się, że mam chorobę zwyrodnieniową).  Zrobiłem RTG, poszedłem do ortopedy. Ortopeda przeanalizował zdjęcie i stwierdził, że kolana są ok. Wspomniałem mu również o bolącym piszczelu – wypisał mi skierowanie na RTG i USG.  Na zdjęciu widoczny był guz, więc ortopeda zalecił wykonanie tomografii komputerowej.


Wyniki tomografii odebrałem bezpośrednio po powrocie z naszej spóźnionej podróży poślubnej. Otwieram kopertę i czytam… „Rozrost przemawia za nowotworem złośliwym”. Ciężko jest opisać, co wtedy czułem – 31 lat, dwa miesiące po ślubie, całe życie przed nami, a tu diagnoza, która w tamtym momencie brzmiała, jak wyrok śmierci. Znajomy chirurg podpowiedział mi, żebym zgłosił się do Wojewódzkiego Centrum Onkologii. Pani onkolog przeczytała opis tomografii (zdjęć nie oglądała, bo i po co?), wystawiła mi skierowanie do centrum onkologii w Warszawie, na morfologię, RTG klatki piersiowej (żeby sprawdzić, czy nie ma przerzutów na płuca). RTG zrobiłem od ręki – płuca ok, z rezonansem już nie była taka prosta sprawa. Wojewódzkie Centrum Onkologii ma rezonans, ale usłyszałem, że ze względu na małe limity z NFZ mogę zapisać się na kwiecień. W tym momencie przeżyłem szok – dla osoby z podejrzeniem nowotworu złośliwego kilka miesięcy to kawał czasu. Mnie na szczęście stać, żeby zrobić rezonans prywatnie, ale dużo ludzi nie ma tak komfortowej sytuacji. Nie pozostaje im nic innego, tylko czekać.

Zrobiłem rezonans. Badanie przeprowadziła dr Joanna Niemunis-Sawicka. To był pierwszy lekarz, który spytał się, czy uprawiam sport, jaki mam miesięczny kilometraż itd. Biorąc pod uwagę badanie MR oraz obciążenia spowodowane uprawianiem sportu, jej opinia była bardziej pozytywna, czyli, że „obraz przemawia za obecnością przewlekłego złamania zmęczeniowego. Mniej prawdopodobny proces rozrostowy. Nawarstwienia okostnej są najpewniej odczynem naprawczym.”. Opinia ta był dużo bardziej pozytywna, jednak tak poważnych podejrzeń, jak rak kości, nie można bagatelizować. Dlatego udałem się w listopadzie do Centrum Onkologii  w Warszawie. Lekarze wzięli ode mnie dokumentację medyczną i powiedzieli, że sprawa stanie na zespole radiologicznym. Kolejna wizyta została wyznaczona na 4 grudnia. Przyjeżdżam, a lekarz informuje mnie, że z onkologicznego punktu widzenia nic tam nie ma! Kamień spadł mi z serca. Dla pewności udałem się do kolejnego ortopedy, który stwierdził, że to było klasyczne złamanie zmęczeniowe. Na koniec usłyszałem: „Może Pan ściągać z kołka buty biegowe”.

Z mojej historii można wyciągnąć kilka wniosków. A mianowicie:

  1. W treningu należy kierować się zdrowym rozsądkiem – organizm musi mieć czas na regenerację.
  2. Sport ma sprawiać przyjemność – jeżeli coś boli, to oznacza, że nasz organizm domaga się przerwy. Przykładowo, zapalenie okostnej leczy się 2-3 tygodnie. Jeżeli nie zrobimy przerwy, może dojść do złamania zmęczeniowego (tak, jak to było w moim przypadku). Leczenie złamania trwa kilka miesięcy.
  3. Jeżeli coś boli dłuższy czas, to idziemy do lekarza. Wybieramy specjalistę, które ma doświadczenie w urazach sportowych.
  4. Jeżeli nie jesteśmy przekonani co do diagnozy, to konsultujemy sprawę z innym lekarzem.
  5. Jeżeli coś złego się dzieje, nie tracimy nadziei! Zawsze znajdziemy przyjaciół, na których możemy liczyć.
  6. Nie mamy co liczyć na państwową służbę zdrowia ;)
  • Czytać, przyjąć do wiadomości i tak właśnie robić! Dzięki Arek za opisanie sprawy. Gratuluję zakończenia i życzę dużo przyjemności z uprawiania sportu!!!

    Marek K

  • Przyjąć do wiadomości jest łatwo, jednak wdrożyć te proste zasady w życie trochę trudniej. Widzę sam po sobie, że kondycja wraca i korci mnie, żeby przycisnąć. Dlatego warto mieć jakieś racjonalne założenia na trening, a nie bez sensu, ile sił w nogach ;)