IMG_0008

Niedzielny poranek zBiegiemNatury

Niedziela. Dla jednych dzień odpoczynku, dla innych dzień męki po sobotnich imprezach, a jeszcze dla innych wymarzony czas na odwiedziny galerii handlowej. Dla mnie, podobnie jak dla wielu innych biegaczy, jest to ulubiony dzień w biegowym kalendarzu, ponieważ prawie każdy niedzielny trening odbywa się w lesie. Zazwyczaj są to długie, spokojne, leśne wybiegania, ale tym razem było inaczej – wystartowałem w 5. zawodach w ramach Grand Prix Trójmiasto zBiegiemNatury.

Po odebraniu numerów startowych oraz towarzyskich rozmowach ze znajomymi z Akademii Biegania przystąpiliśmy do wspólnej rozgrzewki. Było bajecznie:) Każdy z nas wykonywał figury, niczym baletnice. W założeniu, wszyscy mieliśmy wykonywać te same ćwiczenia, w praktyce bywało z tym różnie ;)

Rozgrzani ustawiliśmy się na starcie. Ruszyliśmy punktualnie o 11.00. Z racji tego, że nie znałem dokładnie profilu trasy, zacząłem bardzo spokojnie. Po długiej prostej czekał na nas całkiem „miły” podbieg, który dokonał skutecznej selekcji uczestników biegu. Później było już tylko lepiej. Gdańska trasa zBiegiemNatury biegnie leśnymi ścieżkami. W niektórych miejscach są to takie typowe ścieżki, na tyle wąskie, że nie ma możliwości wyprzedzenia innych zawodników. A więc biegliśmy potulnie gęsiego, aż zrobiło się trochę szerzej i można było wreszcie przyspieszyć. Mniej więcej w połowie trasy rozpoczął się ostry zbieg. Z jednej strony nogi same leciały, a z drugiej, pod leżącymi liśćmi, było pełno śliskich i mało widocznych korzeni. Niestety, miałem pecha – postawiłem nogę na jednym z nich. Jakieś szarpnięcie w kostce, nagły ból… Mając w pamięci niedawną kontuzję postanowiłem trochę zwolnić, a nawet się zatrzymać. Przeszedłem jakiś 20 metrów i doszedłem do wniosku, że raczej nic złego się nie stało i mogę spokojnie kontynuować bieg. No więc ruszyłem. Jeszcze tylko podbieg, a późnej już tylko długi, płaski finisz.

Bieg ukończyłem z czasem netto 25:00, a więc o ponad 3 min gorszym niż wczorajszy parkrun. Ale co tu dużo pisać – nie ma co porównywać płaskich, nadmorskich alejek i pagórkowatych, leśnych tras.

Na koniec zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie (my, czyli Akademia Biegania).

Zachęcam do obejrzenia krótkiego filmu, który przygotowałem dla Was wspólnie z Arletą :)