Wejher-RUN

Pierwszy oficjalny półmaraton pokonany!

Fot. Wejher RUN

Po powrocie z kilkumiesięcznego „urlopu” od aktywności fizycznej, spowodowanego poważną kontuzją, wyznaczyłem sobie cele, które chcę zrealizować w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Jednym z nich było wystartowanie w półmaratonie i przebiegnięcie tych 21 km i 97,5 metra w czasie 1:45:00. Wybór padł na III Bortexsport.pl Półmaraton, który odbył się w Leśnictwie Kępino k. Wejherowa. Półmaraton ten jest małym, kameralnym biegiem, z limitem 200 osób. Z tego, co słyszałem od znajomych, podczas biegów w Kępinie panuje iście rodzinna atmosfera. I właśnie ten kameralny nastrój i bliskość od Gdańska spowodowały, że postanowiłem przeżyć swój półmaratoński debiut na tej imprezie.

Przyjechaliśmy na miejsce ok. godz. 11.00. Przebraliśmy się i poszliśmy odebrać numery startowe. Później krótka rozgrzewka i o 12.00 stałem zwarty i gotowy na linii startu. Przed rozpoczęciem biegu zgadałem się z dwoma chłopakami, którzy chcieli lecieć na 1:40:00. Czas o 5 min. szybszy, niż mój zakładany, ale postanowiłem, że przebiegnę z nimi 5-6 km i zobaczę, jak będę się czuł. Okazało się, że czułem się bardzo dobrze, więc przyszła mi do głowy myśl, że być może 1:45:00 to czas zbyt pesymistyczny, jak na moje możliwości i jest szansa, żeby wybiegać dobry wynik. A więc postanowiłem, że uczepię się ww. kolegów i spróbuję pobiec 1:40:00.

Trasa półmaratonu biegła asfaltową drogą, położoną w lesie. Lubię takie trasy, ponieważ są mało monotonne. Z drugiej strony, na pewno nie była to trasa na życiówki, ponieważ traciło się cenne sekundy na licznych podbiegach i nawrotach na pętlach. Wracając do biegu, dobre tempo trzymałem do 15 km. Niestety, na 16 km złapała mnie paskudna kolka, przez którą musiałem trochę zwolnić. Przez samą kolkę nie straciłem dużo czasu, ale muszę przyznać, że wybiła mnie całkowicie z rytmu. Przemierzając kolejne kilometry trzymałem w miarę dobre tempo, ale nie biegło mi się tak dobrze, jak wcześniej. Tak naprawdę, to od 19 km coraz mniej chciało mi się biec ;) Jednak wszyscy wiemy, że bieganie to również walka ze słabościami, więc zmobilizowałem się do wykonania końcówki tej ciężkiej, żmudnej i nikomu niepotrzebnej roboty. Od 20 km zacząłem stopniowo przyspieszać, chociaż nie biegłem na maksa, bo wiedziałem, że na finiszu czeka mnie podbieg. Ostatnie 200 metrów biegłem praktycznie na bezdechu, ale na szczęście udało się dotrwać do końca. Przebiegłem trasę w czasie 1:40:15, co daje średnie tempo 4:45 min/km. Moim celem było złamanie 1:45:00, a więc zrealizowałem go z dosyć sporą nadwyżką. Z drugiej strony, zabrakło mi 16 sekund, żeby złamać kolejną granicę. Prawda jest taka, że te kilkanaście sekund można było gdzieś urwać. No ale cóż, nie ma co narzekać. Sezon startowy w pełni, a więc będzie jeszcze wiele okazji do bicia rekordów. Trzeba dwa dni odpocząć i brać się do roboty.

W tym miejscu chciałbym pogratulować wszystkim biegaczom, a zwłaszcza moim znajomy z Akademii Biegania. Na gromkie brawa w szczególności zasłużyli Grażyna Łubkowska (I miejsce w kategorii wiekowej) oraz Piotrek Grzebin (III miejsce w kategorii wiekowej).

III Bortexsport.pl Półmaraton

A teraz tradycyjnie kilka zdań o organizacji. Biegi typu III Bortexsport.pl Półmaraton należą do moich ulubionych. Bardzo cenię kameralną i koleżeńską atmosferę małych biegów. I właśnie taki nastrój panował podczas tej imprezy. Miejsce startu i mety ulokowane było na leśnej polanie, takiej z wiatą, ławeczkami i piknikującymi rodzinami (zdecydowanie wolę oglądać drzewa i rodzinną sielankę, niż wszechobecne reklamy koncernów, sponsorujących duże i modne biegi). Trasa był ciekawa, co kilka kilometrów znajdowały się punkty, w których można było uzupełnić płyny. Wszyscy, którzy ukończyli bieg, otrzymali pamiątkowe statuetki. Ale nie ma róży bez kolców. Organizacja biegu to karkołomne zadanie. Jestem w stanie zrozumieć, że np. komuś zabrakło pakietu startowego, medalu, że na jakimś biegu wystartował ktoś, kto nie wpłacił wpisowego, że uległ awarii system pomiaru czasu itd. Takie rzeczy po prostu się zdarzają (w tym biegu pod tym względem wszystko było, jak należy). Ale jest pewna kwestia, na którą środowisko biegowe powinno bardziej zwracać uwagę. Mam na myśli zabezpieczenie medyczne. Jeden z uczestników biegu, po przekroczeniu linii mety stracił przytomność. Ok, zdarza się, zazwyczaj wystarczy kilka minut i taki delikwent dochodzi do siebie. W tym przypadku po kilkunastu minutach nie było poprawy. W pewnym momencie poczuliśmy się na tyle bezsilni, że uznaliśmy, że będzie trzeba wezwać pogotowie. Na karetkę trzeba było trochę poczekać. Nie wiem, jakie były dalsze losy – mam nadzieję, że nic złego się nie stało. Ale uważam, że lepiej dmuchać na zimne i zabezpieczyć przynajmniej ratownika medycznego, który będzie miał odpowiednie umiejętności i sprzęt. Niestety, jak to w życiu bywa, na takie kwestie zwracamy uwagę dopiero, jak przytrafi się jakieś nieszczęście…

  • Anonymous

    Popieram kolegę jeśli chodzi o zabezpieczenie medyczne, fajnie by było jakby jakiś kontener na śmieci był również oraz jakiś TOI TOI. prę groszy by się dołożyło do wpisowego i wszystko by było dopięte na ostatni guzik.
    A koledze Michałowi temu który potrzebował pomocy życzę aby szybko nabrał sił i energii. ps. nigdy przed samym startem nie jedz makaronu pozdrawiam

    • Zgadzam się, że znalazłoby się więcej niedociągnięć, ale są one mało istotne, bo za potrzebą można iść w ostateczności do lasu ;) Ale jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, to uważam, że w tej kwestii nie ma co liczyć, że nic złego się nie stanie i trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność.

    • Anonymous

      Dziekuje wszytskim za troske! Dochodze do siebie. Zignorowałem ostrzeżenia organizmu i zostałem odcięty od zasilania. Błędem był sztywny cel (<1:40) i bezwzględne jego realizowanie. Profil trasy też dorzucił do tego swoje trzy grosze. Duża nauczka i lekcja na przyszłość. Na własnej skórze odczułem, ze potrzeba zabezpieczenia medycznego jest bezdyskusyjna.
      Autorowi tekstu dziekuje za kilkanascie kilometrów wspólnego biegu. Pozdrawiam.

    • Cieszę się, że wszystko jest ok. Prawdę mówiąc, mało brakowało do realizacji celu. Biegłeś naprawdę super i trochę byłem zdziwiony, jak spostrzegłem, że na ostatnich kilometrach Was doganiam. Następnym razem będzie lepiej ;)