Przechwytywanie-w-trybie-pe-C5-82noekranowym-2014-04-12-190036

Sobotni bieg wężową drogą

Nigdzie na świecie nie ma wspanialszych tras do biegania, niż w moich rodzinnych stronach. Pomimo tego, że jestem zakochany w Trójmieście, morzu, morenowych wzgórzach, lasach, to za każdym razem, kiedy wracam na Warmię, uzmysławiam sobie, że tak właśnie jest. Dziś miałem ponownie okazję, żeby sobie o tym przypomnieć.

Z racji tego, że pierwszy raz w życiu nie spędzę Świąt Wielkanocnych w rodzinnym domu postanowiliśmy z Arletą, że przyjedziemy do Braniewa tydzień wcześniej, aby spędzić weekend z mamą. Zawsze będę powtarzał, że Warmia jest dla mnie najpiękniejszym miejscem na świecie, dlatego nie ma możliwości, żebym pobytu w moim rodzinnym mieście nie wykorzystał na biegowy rekonesans okolicznych pół i lasów.  Tak też zrobiłem i tym razem.

Oczywiście, na początku dylemat – gdzie pobiec? Z racji tego, że sobotni półmaraton przebiegłem całkiem ostro, postanowiłem, że bieżący tydzień poświęcę na regenerację. A że nie rzucam słów na wiatr, to jedyna sportowa aktywność, jaką zrealizowałem w tym tygodniu, to przebiegnięcie we wtorek 7 km. Muszę przyznać, że po tym krótkim treningu, nogi miałem nieziemsko zamulone. W związku z powyższym, planując trasę na dzisiejszy bieg, nie potrafiłem do końca ocenić, w jakiej jestem predyspozycji. Dlatego postanowiłem, że pobiegnę ok. 2 kilometrowy odcinek wzdłuż rzeki Pasłęki, aż do Sanktuarium Podwyższenia Krzyża Świętego i podejmę decyzję, co do dalszej drogi. Przy okazji, jeżeli ktoś z Was będzie w Braniewie, to polecam odwiedzić ten mały kościółek. Podobno w czasie wojen szwedzkich wydarzył się w tym miejscu cud. Do obrazu, który wisiał na drzewie strzelali szwedzcy żołnierze, a z dziur po kulach wypłynęła krew. Obraz ten po dziś dzień wisi w kościele.

 Wracając do biegu, okazało się, że czuję się rewelacyjnie i wiedziałem, że mogę śmiało biec kolejne kilkanaście kilometrów. Tak też zrobiłem. Skręciłem w stronę miejscowości Józefowo i czerwonym szlakiem pobiegłem w kierunku Fromborka. Odcinek ten jest bardzo urokliwy, w zdecydowanej większości przebiega skrajem lasu.

Cielętnik

A więc biegłem, rozkoszując się piękną pogodą i wspaniałą przyrodą. Tak się zamyśliłem, że mało brakowało, a zdeptałbym węża, który leżał sobie na drodze (później spotkałem jeszcze 4 jego kolegów, więc można powiedzieć, że była to wężowa droga ;) ).

Zaskroniec

Na szczęście, w ostatniej chwili udało mi się go przeskoczyć. Chociaż muszę przyznać, że biedak tak się zestresował, że aż znieruchomiał. Nie chciałem męczyć tego osobnika, więc zrobiłem mu dwie fotki i oddaliłem się na jakieś 5 metrów. Jak tylko poczuł się bezpieczny, czmychnął w trawę, a ja udałem się w dalszą drogę. Z czerwonego szlaku pobiegłem lasem do wsi Garbina, a dalej, polami do drogi nr 504. Ostatnie 3 km przebiegłem asfaltem i to był jedyny odcinek dzisiejszego biegu, na którym widziałem samochody.

Podsumowując, przebiegłem dziś 18 km, w czasie 1:30:06, co daje średnie tempo 5:00 min/km. Muszę przyznać, to całkiem szybko, jak na weekendowe długie wybieganie, ale biegło mi się tak dobrze, że nawet nie odczułem, że zbliżam się powoli do prędkości startowych;) Nie mogę się doczekać, kiedy znów tu wrócę.

Zobacz dzisiejszy bieg na endomondo

 P.S.

Wszystkim startującym w jutrzejszych maratonach życzę realizacji przyjętych założeń. Ja mogę tylko trzymać kciuki, a to, jak Wam pójdzie, zależy od tego, jak ciężko przepracowaliście ostanie miesiące. Ale wierzę, że dacie radę :)

  • Anonymous

    Zaskroniec zwyczajny. Podobno udaje nieżywego kiedy się wystraszy albo odwraca się brzuchem do góry i wystawia język:)

    • Bardzo dobrze, piątka z plusem :) Do tego dodam, że jest absolutnie niejadowity, niegroźny i pod ochroną, więc oglądać można, ale krzywdzić absolutnie nie!;)