IMG_0091

Test butów trailowych Adidas Kanadia 5 TR

Nad zakupem butów trailowych myślałem już od jakiegoś czasu. Zdecydowana większość moich znajomych biega w Salomonach, a więc, sugerując się ich opiniami, początkowo szukałem butów tej marki. Jednak ostatecznie zdecydowałem się na buty firmy Adidas. O wyborze tego modelu zadecydował ich wygląd, wskazujący na to, że dobrze poradzą sobie w wymagającym terenie, pozytywne opinie i promocyjna cena, która wynosiła niecałe 200 zł.

Pierwsze wrażenie po wyciągnięciu butów z pudełka było jak najbardziej pozytywne. Buty mają ciekawy design i wyglądają naprawdę porządnie. Materiały, z których wykonana jest cholewka wydają się wytrzymałe. Elementy wykonane z siateczki dają nadzieję na dobrą wentylację wewnątrz buta oraz szybkie schnięcie po przemoczeniu. Jednak to, co najbardziej zwróciło moją uwagę, to podeszwa, która nie daje wątpliwości, do jakich zastosowań buty te zostały stworzone. Na podeszwie znajdują się wystające elementy, które mają zapewnić pewne bieganie nawet w bardzo wymagającym terenie. Niestety, pierwsze wrażenie bywa mylne, więc nie pozostało nic innego, jak  przetestować te buty w warunkach, do jakich zostały stworzone.

Pierwszy trening. Las, deszcz, błoto, śliska ściółka – warunki tego dnia były wprost idealne na dziewiczy bieg w tych butach. To moje pierwsze buty trailowe, więc i doznania całkowicie nowe. Muszę przyznać, że pierwsze kroki na chodniku, ze względu na umiarkowaną amortyzację i typowo terenową podeszwę, były dziwne (porównując poruszanie się po twardej nawierzchni w dobrze amortyzowanych Brooksach Ghost 6), ale dało się biec. Po przebiegnięciu ok. 1 km asfaltem wkroczyłem do lasu. Dalsze 8 km to bieg przez mokre, miejscami zabłocone leśne drogi. W butach czułem się pewnie, pomimo, że miejscami bywało ślisko. Największą różnicę, w stosunku do butów na asfalt, poczułem na podbiegach i zbiegach – agresywny bieżnik naprawdę robi swoje, dzięki czemu czułem się pewnie, nawet podkręcając delikatnie prędkość. Miałem „okazję” wbiec w nich w wodę. Zgodnie z moimi preferencjami, but ten jest przemakalny, co stanowi dla mnie dużą zaletę ;) Buty z membraną mają to do siebie, że nie przemakają, ale jak już wleci do nich woda, to dużo czasu minie, zanim wyleci. Podczas biegu na 10 km nie jest to jakieś tragiczne w skutkach, ale na biegach ultra…. W przypadku testowanych butów woda, jak szybko wleciała, tak szybko wyleciała i już po kilku minutach nie czułem praktycznie żadnego dyskomfortu. Przebiegłem tego dnia ok. 9 km i nie znalazłem w tych butach niczego, do czego mógłbym się przyczepić. Biorąc pod uwagę, że miałem te buty pierwszy raz na nogach, uznałem to za dobry znak.

Kolejnego dnia wybrałem się na 12 km bieg po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Wrażenia z biegu w tych butach podobne, jak poprzedniego dnia, jednak coś mnie delikatnie uciskało po wewnętrznej stronie śródstopia. Po dobiegnięciu do domu i zdjęciu skarpetki okazało się, że mam w tym miejscu dosyć spory odcisk. Myślę, że może wynikać to z faktu, że mam dosyć szerokie stopy, a buty te są dosyć wąskie. Ale ok, buty miałem drugi raz na nogach, więc miały prawo uciskać. Prawdziwy test czekał je tydzień później, podczas planowanej wycieczki biegowej po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.

Zgodnie z planem, podczas wspomnianej wycieczki przebiegliśmy prawie 30 km po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Biegliśmy Szlakiem Skarszewskim (oznaczonym kolorem zielonym), który ze względu na urozmaicone ukształtowanie terenu, uchodzi za najtrudniejszy ze wszystkich szlaków, biegnących przez TPK. Zapewniam, że nie są to takie sobie górki! Są taki odcinki, na których nie da się biec, bo albo płuca wychodzą na zewnątrz, albo na zbiegach można połamać nogi. Muszę przyznać, że wyruszając na szlak, miałem obawy, czy dotrwam w tych butach do końca. Na szczęście pozytywnie mnie zaskoczyły – zero odcisków, otarć (pomimo tego, że miałem je trzeci raz na nogach). Buty, a dokładniej terenowy bieżnik, sprawdziły się bardzo dobrze na licznych i stromych zbiegach i podbiegach. Chociaż mam małe zastrzeżenia co do kwestii zbierania błota przez te buty. Adidas, w oficjalnych opisach, zachwala w tym modelu specjalną powierzchnię MUD RELASE SURFARCE, która ma chronić przed zbieraniem się błota na podeszwie. Generalnie tak jest, ale w pewnym momencie zdarzyło się, że podeszwa zebrała dużo błota, które nie chciało się samoczynnie wyczyścić. W konsekwencji buty zaczęły się ślizgać. Po kilkudziesięciu metrach biegu, kiedy błoto się wytrzepało, wszystko wróciło do normy. Ale chwile grozy były ;)

Od tamtej pory wykonuję w tych butach każdy trening w terenie. I muszę przyznać, że jestem zadowolony. Adidas Kanadia 5 TR dają radę nawet w bardzo wymagającym terenie. Nie straszna im mokra ściółka, błoto, czy leśne rzeczki. Buty są dosyć wygodne, jednak jak dla mnie mogłyby być delikatnie szersze (chociaż zdaję sobie sprawę, że to pewnie kwestia budowy stopy i osoby z węższą stopą nie będą miały uwag). Buty z całą pewnością zostały stworzone do biegania w terenie, jednak w razie konieczności spokojnie da się w nich przebiec kilka kilometrów po asfalcie, bez obawy, że po kilku razach zetrze się podeszwa. Z uwagi na fakt, że są to moje pierwsze buty trailowe, nie mam porównania do innych modeli. Ale wydaje mi się, że w tej cenie nic lepszego się nie znajdzie.