P5050187

155 km rowerem po Żuławach

Ponad 155 km rowerem z Gdańska do Gdańska, a po drodze Wyspa Sobieszewska, Mikoszewo, Stegna, Jantar, obóz koncentracyjny Stutthof, Nowy Dwór Gdański, zamek krzyżacki w Malborku, ekstremalna jazda drogą 22 z Malborka do Tczewa i Szlak Motławski. Tak w skrócie wyglądała moja wczorajsza wycieczka po Żuławach.

Długi weekend majowy minął i większość ludzi musiała udać się w poniedziałek do pracy. Ja znalazłem się wśród szczęśliwców odpoczywających o jeden dzień dłużej J. Już kilka dni wcześniej uzgodniliśmy z Arletą, że wykorzystam ten dzień na dłuższą wycieczkę rowerową. Analizowałem wiele możliwości. Z racji tego, że już dawno nie jeździłem na dystansach powyżej 100 km, planując trasę musiałem wziąć pod uwagę fakt, że w pewnym momencie mogę stwierdzić, że nie mam siły i muszę skorzystać z alternatywnego środka komunikacji, którym dojadę do domu bez użycia mięśni ;).

Wstałem z łóżka ok. godz. 8:00. Zjadłem śniadanie, spakowałem kilka niezbędnych rzeczy i wyruszyłem w drogę. Pierwszy etap wycieczki do przejazd przez Gdańsk. Z racji tego, że mieszkam w tym mieście już kilka lat, był to dla mnie niewątpliwie najmniej atrakcyjny odcinek, jaki pokonałem tego dnia. Po przejechaniu ok.22 km dojechałem do Wyspy Sobieszewskiej. Z Sobieszowa udałem się do Świbna, skąd kursuje prom do Mikoszewa. Z racji tego, że prom odpływa co 30 minut, zmuszony byłem zrobić sobie krótki odpoczynek. Prom przepływa na drugą stronę w niecałe 5 minut, a koszt dla osoby poruszającą się rowerem wynosi 5 zł. Po drugiej stronie Wisły zrobiłem kilka zdjęć i wyruszyłem w dalszą drogę.

Przeprawa promowa Świbno-Mikoszewo
Przeprawa promowa Świbno-Mikoszewo

 Minąłem kolejno Mikoszewo, Stegnę, Jantar i dojechałem do Sztutowa. Miejscowość ta, to nie tylko popularny cel turystycznych wypadów, ale przede wszystkim miejsce kaźni 65 tys. osób, które zginęły w funkcjonującym tu w czasie wojny niemieckim obozie koncentracyjnym „KL Stutthof”.

Obóz koncentracyjny Stutthof
Obóz koncentracyjny Stutthof
Sztutowo
Sztutowo

Ze Sztutowa udałem się w kierunku Nowego Dworu Gdańskiego. Początkowo jechałem ścieżkami biegnącymi wśród pól rzepaku, następnie skręciłem w drogę nr 502, którą dojechałem do Nowego Dworu Gdańskiego. Po pokonaniu kolejnych 22 km dotarłem do Malborka. Chyba każde dziecko wie (a przynajmniej powinno wiedzieć), że miasto to słynie przede wszystkim ze wspaniałego zamku krzyżackiego, będącego jednym z najznakomitszych przykładów średniowiecznej architektury obronno-rezydencyjnej w Europie. Obiekt robi naprawdę niesamowite wrażenie. Ponieważ miałem okazję zwiedzać go kilkakrotnie, tym razem ograniczyłem się jedynie do zjedzenia obiadu w zamkowej restauracji.

Zamek krzyżacki w Malborku
Zamek krzyżacki w Malborku
Zamek krzyżacki w Malborku
Zamek krzyżacki w Malborku

Po sytym posiłku i krótkim odpoczynku wyruszyłem w dalszą drogę. Z racji tego, że zabytkowy most przez Wisłę jest zamknięty, praktycznie jedynym sensownym i szybkim sposobem, aby dostać się do Tczewa, był przejazd drogą nr 22. Muszę przyznać, że fragment ten dostarczył mi ekstremalnych doznań – pędzące TIR-y, wariaci drogowi z ułańską fantazją, a z boku ja na moim małym rowerze ;) I tak aż do mostu. Po drugiej stronie Wisły skręciłem w spokojniejszy odcinek drogi, który ciągnął się wzdłuż malowniczego brzegu rzeki.

Po przejechaniu przez centrum dojechałem do dworca PKP w Tczewie. Na liczniku miałem już ponad 110 km, więc przyszedł czas na podjęcie decyzji, co do dalszej drogi. Opcje były dwie – pierwsza, to pociąg do Gdańska, druga to następne 45 km Szlakiem Motławskim. Z racje tego, że było w miarę wcześnie, wybrałem opcję drugą J Kilka dni wcześniej pokonaliśmy ten szlak z Arletą, więc wiedziałem, czego mogę się spodziewać. I podobnie, jak w czwartek, musiałem zmagać się z silnym wiatrem. Łatwo nie było, ale po ok. 2,5 godz. dojechałem domu.

Muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych moich wycieczek. Przebyta trasa posiada wiele walorów krajoznawczych, ale równie cenny jest aspekt historyczny. A jak mój organizm odczuł 155 km na rowerze? Z racji tego, że ostatni raz tak długą trasę pokonywałem dawno temu, muszę przyznać, że lepiej, niż się tego spodziewałem. Oczywiście, trochę bolały mnie mięśnie nóg, trochę bardziej od nóg bolał mnie tyłek, ale to wszystko. Obawiałem się, że następnego dnia odczuję skutki pokonania tylu kilometrów, ale nic takiego się nie działo. Widać, mogę spokojnie planować następne wycieczki. Kto wie, może pokuszę się o pokonanie 200 km?

Zobacz trasę na endomondo