IMG_0662-18-06-2014-21-35-38

Lasy, górki, pola i jeziora, czyli krótki urlop na Kaszubach

Urlop – to chyba ulubione słowo wszystkich ludzi pracy. Nam do dłuższego wypoczynku zostało jeszcze trochę czasu, ale mięliśmy okazję skorzystać z takiego krótszego, kilkudniowego. Tym razem wybór padł na Gołubie. Lokalizacja tej miejscowości wydawała nam się wprost idealna – liczne jeziora, lasy, szlaki turystyczne, a w pobliżu Szymbark, Wieżyca i wiele innych, godnych uwagi atrakcji.

Do Gołubia postanowiliśmy dojechać pociągiem. W praktyce okazało się, że pokonanie tych kilkudziesięciu kilometrów to duże wyzwanie :) Do stacji PKP Gdańsk Osowa dojechaliśmy autobusem komunikacji miejskiej. Tam przesiedliśmy się w autobus Przewozów Regionalnych, który zawiózł nas do Żukowa. W Żukowie czekała nas przesiadka w pociąg, którym dojechaliśmy do Gołubia. Nie jestem wielbicielem samochodów, ale w takich sytuacjach bywa, że żałuję, że nie mam auta ;) Po dotarciu na miejsce udaliśmy się w kierunku Jeziora Dąbrowskiego, gdzie mieliśmy wynajęty domek. Wieczorem zrobiliśmy grilla. Niestety pogoda była kiepska, powietrze chłodne, więc szybko zjedliśmy i poszliśmy spać.

Słoneczny niedzielny poranek zachęcił nas do aktywności . Zjedliśmy śniadanie i wybraliśmy się na dłuższy spacer. Z Gołubia wyruszyliśmy ok. godz. 11:00. Plan na wycieczkę był następujący – idziemy czerwonym szlakiem, mijając kilka pięknych kaszubskich jezior, a po dojściu do miejscowości Krzeszna podejmiemy decyzję co dalej. Pierwszym z mijanych jezior było Jezioro Zamkowisko, w głębiach którego złowieszcza kasztelanka Unirada zazdrośnie strzeże skarby dawnego, potężnego rodu Prisnów. Grodzisko Prisnów wznosiło się na Górze Zamkowej. Kolejnymi podziwianymi jeziorami były Jezioro Buk, Jezioro Ostrzyckie oraz Jezioro Patulskie. W miejscowości Krzeszna skręciliśmy na żółty szlak, którym dotarliśmy do Szymbarku. Następnie, czarnym szlakiem, doszliśmy do Gołubia, mijając po drodze Jezioro Kniewo. Spacer skończyliśmy z 22 km na liczniku.

Jezioro Zamkowisko

Kolejny dzień kaszubskiej przygody rozpocząłem tym, czego nie robiłem od ponad 3 tygodni – biegałem! Od jakiegoś czasu dokuczał mi ból nogi. Pomimo dolegliwości, udało mi się pobiec w Biegu Niepodległości w Gdyni oraz w Biegu Papiernika w Kwidzynie. O ile w tym pierwszym poszło mi całkiem przyzwoicie, to podczas kwidzyńskiego biegu noga dała mi na tyle popalić, że bieg musiałem przeplatać marszem. Dzień po zawodach było jeszcze gorzej, aż do tego stopnia, że miałem problemy z chodzeniem. Przyczyną takiego stanu rzeczy było tzw. zapalenie gęsiej stopki. Przez ostatnie trzy tygodnie kompletnie odpuściłem bieganie. Kiedyś jednak trzeba było spróbować. No więc postanowiłem, że obiegnę Jezioro Dąbrowskie. Początek był rewelacyjny – piękna pogoda i wspaniałe widoki zachęcały do biegu. Biegłem bardzo asekuracyjnie, ale mimo to na ok. 3 km zacząłem odczuwać ból. Nie był to jakiś mocny ból ale towarzyszył mi do końca biegu. Przebiegnięcie 6,5 km zajęło mi ponad 36 minut. Sporo, a mimo tego czułem się, jakbym przebiegł przynajmniej półmaraton. Niestety, każda przerwa w treningu rzutuję na formę.

Zobacz trasę na endomondo

Wtorek przeznaczyliśmy na nasz ulubiony sposób rekreacji – rower wodny :) Nie musieliśmy daleko szukać, bo okazało się, że wypożyczalnia sprzętu wodnego znajduje się niecałe 100 metrów od naszego domku. Wypożyczyliśmy żółte, wygodne cacko i ruszyliśmy na podbój Jeziora Dąbrowskiego. Płynąc podziwialiśmy piękno przyrody oraz podglądaliśmy życie łabędzi. Najwyraźniej nasza ingerencja w ich intymność nie do końca im odpowiadała, bo za każdym razem, kiedy podpływaliśmy, uciekały ;)

Jezioro Dąbrowskie
Jezioro Dąbrowskie
Jezioro Dąbrowskie

Środa była ostatnim dniem naszego krótkiego urlopu. Po śniadaniu spakowaliśmy plecaki, posprzątaliśmy domek i wyruszyliśmy w drogę. Pierwszym przystankiem był ogród botaniczny w Gołubiu, w którym zgromadzono kolekcję roślin liczącą ok. 4000 gatunków i odmian, w tym 150 gatunków prawnie chronionych. Następnie udaliśmy się do Szymbarku. Arleta chciała zobaczyć słynny dom do góry nogami, a jak żona czegoś chce, to mąż spełnia zachcianki ;) Następnie, czarnym szlakiem doszliśmy do Wieżycy – najwyższego wzgórza pasma morenowych Wzgórz Szymbarskich o wysokości 328,7 m n.p.m. Na Wieżycy wdrapaliśmy się na wieżę widokową, z której rozpościerają się niesamowite widoki. Ponieważ straszenie wiało, długo tam nie zabawiliśmy.  Zresztą wiatr zadał nam straty materialne, ponieważ zdmuchnął z głowy Arlety czapkę, która poleciała w siną dal ;) Wycieczkę zakończyliśmy na stacji PKP w Wieżycy, z której pojechaliśmy pociągiem do Gdańska. Przeszliśmy tego dnia prawie 18 kilometrów.