P6210572

Powitanie lata podczas Nocnego Biegu Świętojańskiego w Gdyni

Wczoraj miałem okazję powitać lato, biegnąc wraz z 6199 biegaczkami i biegaczami w Nocnym Biegu Świętojańskim w Gdyni. Długo zastanawiałem się, czy wystartować. Przez kilka ostatnich tygodni walczyłem z tzw. zapaleniem gęsiej stopki. Miałem nadzieję, że odpoczynek i leki przeciwzapalne zrobiły swoje. Z drugiej strony, noga dawała o sobie znać, więc istniało ryzyko, że bieg raczej nie będzie udany. Ale jak to mówią – kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Dlatego zaryzykowałem i… przegrałem.

Do 6 kilometra jakoś się trzymałem. Kolejne kilometry to walka z bólem. W rezultacie linię mety przekroczyłem z czasem 51:57. Jednak kiepski czas to pikuś. Najgorsze jest to, że załatwiłem nogę do tego stopnia, że nie byłem w stanie przejść kilkuset metrów. W konsekwencji, z bólem serca, musieliśmy odpuścić sobie nocny spacer z Gdyni do Sopotu, podczas którego tradycyjnie świętujemy urodziny Kasi Skopczyńskiej. Dziś noga boli jeszcze bardziej – widać muszę odpokutować brak rozwagi.

W tym momencie przyszedł czas na małą refleksję. Arleta stwierdziła wczoraj, że moje posty stają się monotematyczne, bo w co drugim jest wzmianka o nękających mnie kontuzjach. Coś w tym jest. Niby nie są to jakieś poważne urazy, niby odwiedzam ortopedów (których diagnoza polega zazwyczaj na zgadywankach), ale jednak ciągle coś się za mną ciągnie. Dlatego przyszedł czas na poważną i odpowiedzialną decyzję – dopóki wszystkiego nie wyleczę, robię biegowy urlop. Czas ten przeznaczę na ćwiczenia ogólnorozwojowe, rozciąganie, wzmacnianie mięśni. Do tego rower i pływanie, żeby jakaś baza tlenowa została zachowana.  Bo przecież chodzi o to, aby bieganie kojarzyło się z radością, a nie ciągłą walką z bólem. Mam nadzieję, że znajdą w sobie tyle siły i konsekwencji, żeby sprostać temu wyzwaniu.

Na koniec kilka słów o samym biegu. Gdyńskie biegi, to klasa sama w sobie. W poprzednich edycjach zdarzały się niedociągnięcia, ale organizatorzy słuchają głosu ludu, wyciągają odpowiednie wnioski i robią wszystko, żeby każdy kolejny bieg był lepszy od poprzedniego. Pomimo tego, że w biegu wzięło udział ponad 6000 osób, nie było problemów z wydawaniem pakietów startowych (w których znalazła się m. in. ładna koszulka biegowa), ustawianiem uczestników biegu w odpowiednich strefach itp. Organizatorzy zafundowali nam zmodyfikowaną trasę. Z racji tego, że biegłem na pół gwizdka ciężko mi ocenić, czy nowa trasa jest lepsza, czy gorsza. Generalnie specjalnej różnicy nie odczułem. Co tu dużo pisać – czekam z niecierpliwością na listopadowy Bieg Niepodległości.