P7190817

Rowerem przez Mierzeję Helską

Wspaniałe bory sosnowe, wydmy, piaszczyste i puste plaże oraz liczne zabytkowe obiekty militarne – tak właśnie wygląda Mierzeja Helska. Pierwszy raz wybraliśmy się na nią 4 lata temu. Półwysep zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie – jest miejscem, do którego po prostu chce się wracać. A więc wróciliśmy.Tym razem postanowiliśmy, że przejedziemy Mierzeję rowerem.

Planowaliśmy przejechać Mierzeję Helską w zeszły weekend. Niestety, ze względu na paskudną pogodę, musieliśmy odłożyć wyjazd na inny dzień. Do Helu dojechaliśmy pociągiem. Na początku wybraliśmy się na poszukiwania keszów – pierwszy znajdował się w pobliżu Klasztoru Franciszkanów, natomiast drugi zlokalizowany był na Cyplu Helskim, czyli tam, gdzie zaczyna się Polska :) Następnie wyruszyliśmy w stronę Władysławowa, ale nie ścieżką rowerową, biegnącą wzdłuż drogi nr 216, a nadmorskimi lasami. Wariant delikatnie trudniejszy, ale umożliwia dotarcie do plaży, o której gdańscy wielbiciele wylegiwania się na słońcu mogą tylko pomarzyć. Co odróżnia plaże na Mierzei Helskiej, od tych trójmiejskich? Odpowiedź jest prosta – praktycznie zero ludzi! Oprócz nas, na całej plaży było może osiem osób. Porównując to do plaży w Jelitkowie lub Brzeźnie, na których leży ręcznik przy ręczniku, komfort jest wręcz niewyobrażalny :)

Po zakończeniu plażowania pojechaliśmy w poszukiwaniu trzeciego kesza, który miał znajdować się w pobliżu Stanowiska Artyleryjskiego B3 dawnej baterii „Schleswig-Holstein”. Skrytkę udało się znaleźć błyskawicznie i już po chwili wyjechaliśmy z lasu na drogę rowerową. Dalsza trasa, to przejazd przez nadmorskie kurorty: Juratę, Jastarnię, Kuźnicę Chałupy, aż do Władysławowa. Całość można przejechać bezpiecznie drogą rowerową. Droga ta jest niezwykle urokliwa, szczególnie fragmenty biegnące przy samym brzegu Zatoki Puckiej. Pewną niedogodnością jest duża liczba turystów (szczególnie w Chałupach), wymuszających slalom gigant. Ale nie jest tak źle i da się jechać w miarę płynnie.

Planując wycieczkę rozważaliśmy kilka miejscowości, w których zakończymy przygodę i wsiądziemy w pociąg do domu. Pierwszą z nich było Władysławowo. Po dojechaniu na miejsce uznaliśmy, że jedziemy dalej. Droga rowerowa z Władysławowa do Pucka biegnie urokliwymi polami. W przeciwieństwie do tej z Mierzei Wiślanej, ruch był minimalny. Po dojechaniu do Pucka rzuciliśmy okiem na licznik – przejechane 55 km. Arleta stwierdziła, że możemy jechać dalej, więc ruszyliśmy w stronę Redy. Najkrótsza i najszybsza droga z Pucka do Redy to przejazd drogą nr 216. Wybraliśmy jednak trasę krótszą, ale biegnącą spokojnymi, wiejskimi drogami. Po niespełna 2 godzinach dojechaliśmy do dworca PKP w Redzie. Tym samym zakończyliśmy naszą wycieczkę. Przejechaliśmy łącznie ponad 75 km.

 Zobacz trasę na endomondo

FILE0195

P7190805-001

P7190819

P7190814

P7190808

P7190813

P7190826

FILE0215

FILE0209

P7190838

P7190837

FILE0227

P7190839

P7200845

  • olo

    Naprawdę świetna wycieczka !