DSC_3511-Kopiowanie--1024x686

4 powody, by nie biegać zimą


Czy wiecie, że tylko 52% osób, które mówią o sobie, że są biegaczami, trenuje zimą? Tak przynajmniej wynika z danych zawartych w dokumencie „Raport – Narodowy Spis Biegaczy 2014″. Zresztą nie trzeba przeprowadzać tak obszernego badania, żeby to stwierdzić – wystarczy przebiec się trójmiejskim pasem nadmorskim. Bieganie po prostych alejkach uważam za mało atrakcyjne stąd nie często zapuszczam się w te rejony; jednakże sporadycznie nawet i ja tamtędy biegnę. Latem urzeka mnie tam wspaniały widok: tłum dziewcząt i chłopców ze słuchawkami na uszach, przyodzianych w barwne stroje z najnowszych, sportowych kolekcji, często z językiem na brodzie, przemierza  kolejne kilometry. Jest ich tak dużo, że nie mieszczą się na części przewidzianej dla pieszych i zmuszeni są przenosić się na drogę rowerową. Jedna wielka eksplozja endorfin! A zimą? A zimą przeważnie pustka. Okazuje się, że nasi biegacze zostali w domu, oczekują na promienie słońca oraz ciepły, morski wiaterek i pukają się w głowy na widok pozostałych 48% wariatów, którzy biegają przy -15 stopniach Celsjusza :)

Postanowiłem zebrać kilka argumentów ciepłolubnych i napisać, co o nich myślę. Co ciekawe, z niektórymi nawet się zgadzam.

1. Zimno, wieje wiatr, pada śnieg. Jeden wielki Armagedon. Może jestem jakiś dziwny, ale dla mnie zimowe temperatury są najbardziej komfortowe. Latem jest mi po prostu za gorąco. A zimą ciężko się przegrzać, ale i ciężko zmarznąć. Oczywiście, pod warunkiem, że uczciwie trenujemy oraz, że nasz GPS złapie szybko FIX-a ;)

2. Wyjście na trening zajmuje bardzo dużo czasu. Trzeba się przygotować, ubrać oraz odpowiednio rozgrzać. Ciężko jest się nie zgodzić z tym argumentem. Trzeba wrzucić na siebie jedną bluzę, drugą bluzę, czapkę, rękawiczki. W moim przypadku często bywa tak, że rękawiczki gdzieś się schowają. Pytam żonę o potencjalne miejsce ich przebywania, a ona z reguły odpowiada, że są tam, gdzie je zostawiłem. Pewnie ma rację, tylko gdzie to było? Z reguły po około 5 minutach wygrywam zabawę w chowanego i mogę wyjść na trening. Tak przy okazji, przypomniałem sobie o zdjęciu, które zrobiłem podczas jednej konferencji. A więc słuchajcie żon! Przeważnie mają rację :)

1149542_10151849109639380_1531769612_o

3. A niby w co miałabym się ubrać? Takie pytanie usłyszałem ostatnio od jednej z koleżanek. Wbrew pozorom bieganie zimą nie wymaga kosmicznej odzieży. Tak, jak wspomniałem w poprzednim punkcie, jeśli uczciwie trenujesz, to będzie ciepło. Wystarczy koszulka termiczna (najlepiej z długim rękawem), bluza i chroniąca przed wiatrem kurtka. Na tyłek ciepłe majtki, na nogi leginsy (jak zimniej, to dwie pary), czapkę na głowę, rękawiczki na ręce, szalik na szyję i w drogę! Jeżeli chodzi o buty, to naprawdę nie potrzebujesz butów z kolcami, łańcuchami itp. Jeżeli chcesz biegać po chodnikach, parkowych alejkach itp. w zupełności wystarczą buty, jakich używasz w pozostałych porach roku. Już słyszę „Ale przecież to letnie buty, prawie całe z siatki! Nie odpadną mi palce?”. Spokojnie, nic się złego nie stanie. Dopóki noga jest w ruchu będzie ciepło. Trochę inaczej wygląda kwestia biegania po leśnych bezdrożach. W tym przypadku zdecydowanie przydadzą się buty z bardziej agresywnym bieżnikiem. W przeciwnym wypadku można wywinąć niezłego orła, co nie zawsze kończy się przyjemnie.

4. Wolę siedzieć przed telewizorem, jeść chipsy i popijać piwko. Z tym argumentem ciężko mi dyskutować, bo sam lubię piwo i chipsy. Chociaż jest coś, co może Was przekonać, że jednak warto ruszyć tyłek. Wiecie, że masa trenującego biegacza wzrasta w czasie zimy od 3 do 5%? Ciekawe ile wzrasta masa niebiegającego biegacza… ;)