triathlon

Triathlon – nowe wyzwanie

Triathlon. Jeszcze do niedawna dyscyplina, która pozostawała całkowicie poza kręgiem moich sportowych zainteresowań. Jedyne, co o niej wiedziałem to fakt, że startują w niej sami znani, piękni, młodzi i bogaci. W tym roku ukończenie triathlonu jest moim głównym celem sportowym. Mówią, że pierwszy raz przeważnie nie wychodzi. I pewnie mają rację, ale nie ukrywam, że chciałbym zaliczyć swoją inicjację w jak najlepszym stylu. 

Swój triathlonowy debiut planuję na 19 lipca 2015 rok. To właśnie tego dnia odbędzie się Triathlon Gdańsk 2015. Zawody będą rozgrywane na dystansie 1/4 Ironman’a, tj. 0,95 km pływania, 45 km jazdy rowerem oraz 10,55 km biegu. Odległości, jakie przyjdzie mi pokonać w poszczególnych dyscyplinach, nie rzucają na kolana. Oczywiście, przy założeniu, że traktujemy je, jako oddzielne etapy. Pokonanie tych trzech etapów, jeden po drugim, to dla mnie jakiś kosmos. A żeby sięgnąć gwiazd, trzeba się najpierw dobrze przygotować. Nie da się tego zrobić bez porządnego „rachunku sumienia”. Wobec powyższego przyszedł czas, aby odpowiedzieć sobie na pytanie „w jakim punkcie się znajduję?”.

Pływanie

Jeszcze do niedawna byłem przekonany, że z moim pływaniem nie jest źle. Nie twierdzę, że byłem potencjalnym kandydatem do reprezentacji olimpijskiej, ale jakoś dawałem radę. Przyznam, że bardziej niż o umiejętności martwiłem się o motywację do regularnych treningów. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń wiedziałem, że może być z tym ciężko. Dlatego jakieś 3 tygodnie temu postanowiłem zapisać się na treningi przygotowujące do triathlonu, prowadzone przez Szkołę Pływania Nurkowania i Ratownictwa ARGONAUT. Już na początku pierwszych zajęć uświadomiono mi, że przeceniałem swoje umiejętności. Okazało się, że moja żabka, to tak naprawdę nie żabka, a inne style również wymagają sporej korekty. Od 2 tygodni regularnie pracuję nad doskonaleniem techniki. Jakie będą tego efekty? Okaże się w lipcu. Wiem, że bez problemu przepłynę te 0,95 km, ale nie ukrywam, że chciałbym to zrobić w przyzwoitym stylu, czasie i mieć jeszcze zapas sił na rower i bieg. A to już może nie być takie proste.

Rower

Rowerem jeżdżę już ładnych kilka lat. Jest jedno „ale” – do tej pory była to jazda typowo turystyczna. Zjeździłem rowerem Polskę, Litwę. Przemierzałem szwedzkie drogi oraz niemieckie lasy. Nie jest dla mnie problemem przejechać jednego dnia 200 km, ale pod warunkiem, że mam na to cały dzień. W przypadku triathlonu sprawa wygląda trochę inaczej – tu nie ma czasu na spokojne pedałowanie i rozkoszowanie się widokami. W triathlonie trzeba kręcić korbą, ile sił w nogach. Nie dałem się jeszcze wciągnąć w triathlonowy wyścig zbrojeń, więc planuję wystartować na moim rowerze crossowym. Ciężkie to cholerstwo, układ ramy wymusza mało aerodynamiczną sylwetkę, ale jakoś dam radę. Żeby nie być tak całkowicie bez szans na przyzwoitą prędkość, trochę go podrasuję – m. in. planuję wymianę opon na cieńsze, lżejsze i bardziej płaskie, odkręcę wszystko, co jest zbędne i dużo waży, zamontuję noski. Zestaw może mało profesjonalny, ale dostosowanie aktualnie posiadanego roweru będzie kosztowało mnie maksymalnie 200 zł, czyli dużo mniej, niż kupno nowego roweru, butów do pedałów SPD itp. Zresztą rower sam nie jedzie – najważniejsze jest dobre przygotowanie fizyczne. Bez niego nawet kosmiczna technologia nie pomoże.

Bieganie

Z bieganiem radzą sobie całkiem nieźle. Lata treningów, tysiące kilometrów w nogach, wiadra wylanego potu robią swoje. Pomimo tego, że ostatnie 1,5 roku kontuzje czepiają się mnie, jak rzep psiego ogona, biegania obawiam się najmniej. W maju planuję start w I PZU Gdańska Maraton, więc baza będzie przygotowana. Po maratonie skupię się bardziej na szybkości i myślę, że uda mi się pokonać te 10 km w przyzwoitym czasie. Z drugiej strony kompletnie nie mam pojęcia, jak to jest biec po 0,95 km pływania oraz 45 km ostrej jazdy rowerem. Podejrzewam, że różnica jest diametralna. Wolę nie przekonywać się o tym podczas zawodów, dlatego nie obędzie się bez treningów zakładkowych.

I to by było na tyle. Do końca miesiąca swoją aktywność ograniczam do basenu. Od lutego rozpoczynam przygotowania do maratonu. Zastanawiam się, skąd wziąć jeszcze czas na treningi kolarskie. Pewnie nie będzie to proste, ale przykłady wielu znajomych pokazują, że jak się bardzo chce, to się da. I wcale nie musi odbywać się to kosztem rodziny. Mam nadzieję, że i mi uda się odnaleźć taką równowagę.

A może macie jakieś podpowiedzi odnośnie treningów, sprzętu i przygotowań?