OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mierzymy siły na zamiary

Sezon startowy zbliża się wielkimi krokami. W związku z powyższym przyszedł czas na pierwszą weryfikację formy. W moim przypadku najbardziej miarodajnym testem, dającym orientacyjne prognozy na przyszłe starty, jest bieg na 5 km. A jak szyba piątka, to tylko podczas parkrun’u.

Wczorajszy parkrun wykorzystałem jako doskonałą okazję do pierwszego treningu zakładkowego, których będę musiał trochę wykonać w ramach przygotowań do lipcowego triathlonu. Dojazd rowerem do Parku Reagana potraktowałem jako rozgrzewkę przed biegiem. Po biegu wróciłem rowerem do domu, ale standardową trasę powrotną wydłużyłem z 6 km do prawie 17 km, co zajęło mi prawie 45 minut.

Jeżeli chodzi o sam start w parkrun’ie, to mogę stwierdzić, że jestem usatysfakcjonowany. Co prawda, daleko mi do formy z przed kilkunastu miesięcy, ale cieszy wyraźny progres szybkości. Pokonanie 5 km zajęło mi 00:21:35 i przyznam, że gdybym się przyłożył, to urwałbym jeszcze jakieś 10 sekund. A wiecie ile czasu potrzebowałem na przebiegnięcie tej trasy dwa tygodnie temu? Dokładnie 00:23:14 i było to wszystko, na co mogłem sobie pozwolić. A więc pamiętajcie – jeżeli kontuzja wyśle Was na przymusowy, kilkutygodniowy urlop, to nie ma co się łamać. Pomimo tego, że Wasza kondycja będzie na poziomie zerowym, osiągnięcie satysfakcjonujących wyników przyjdzie Wam dużo szybciej, niż osobom, które były mało aktywne fizycznie. Organizm wytrenowanego człowieka wie, co zrobić z płucami i mięśniami. Trzeba mu tylko o tym przypomnieć ;)

 

 

Z racji tego, że w sobotę pokonałem biegiem tylko 5 km, a kilometry przed 1. PZU Gdańsk Maraton same się nie zrobią, wypadało wstać w niedzielny poranek i przebiec jeszcze chociaż 10 km. Oczywiście, nie było mowy o niczym innym niż leśna dyszka po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Parkrun to bez dwóch zdań wspaniała inicjatywa, ale bieganie po nadmorskich alejkach wypada blado przy przemierzaniu leśnych szlaków. Stare przysłowie mówi, że ciągnie wilka do lasu. Widocznie jestem przysłowiowym wilkiem, bo nic nie daje mi tyle przyjemności, co porządny trail. W pierwszym zamyśle chciałem zrobić jakieś dłuższe wybieganie, ale zdrowy rozsądek szybko wybił mi to z głowy. Na długie biegi jeszcze przyjdzie czas, a teraz trzeba stopniowo i rozważnie zwiększać objętość treningów. A więc wybór padł na moją ulubioną pętlę o długości ok. 10 km. Pierwsze 4 km pętli biegną pod górę, potem ok. 1 km jest płasko, a resztę trasy to delikatny zbieg, z małą przerwą na stromy, długi podbieg. Biegło się naprawdę dobrze, chociaż podbiegi tradycyjnie dawały popalić. Na zbiegach nogi same się kręciły, ale trzeba było uważać, ponieważ w lesie zdarza się jeszcze sporo oblodzonych odcinków. Chwila nieuwagi i bieg zmieniał się w jazdę figurową na lodzie.

A już za tydzień pierwsze większe zawody, czyli Bieg Urodzinowy Gdyni. Wiem, że wielu z Was wybiera się na ten bieg. Dlatego życzę Wam samych życiówek!