rorwer 3 mola 01.0312

Rowerem przez trójmiejskie mola

W minioną niedzielę mieliśmy ze znajomymi zaliczyć bieg przez trzy trójmiejskie mola. Jednak po sobotnich „biegowspinaczkach” po wzniesieniach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego moje nogi domagały się odpoczynku. 100-procentowe lenistwo nie wchodziło w grę, więc wybrałem się na przejażdżkę rowerową. Oczywiście, wspomniane mola znalazły się na mojej trasie. 

Niedziela przywitała mnie pięknym, słonecznym porankiem. Szybkie śniadanie, kubek kawy i na rower. Jako pierwszy cel wczorajszej wycieczki obrałem molo w Orłowie. Jest to niewątpliwe moje ulubione trójmiejskie molo. Co sprawia, że uważam je za wyjątkowe? Jest dużo bardziej kameralne, niż np. molo w Sopocie oraz wygrywa ze względu na rozpościerający się z niego widok na majestatyczny Klif Orłowski. Pierwsze molo w Orłowie miało 430 metrów długości, ale niestety potężny sztorm w 1949 roku zdewastował ponad połowę mola. Obecnie ma ono 180 metrów. Ubolewam nad tym, że nikt nie wpadł na pomysł, aby przywrócić konstrukcji pierwotną długość. Jestem przekonany, że widok byłby jeszcze bardziej niesamowity. Jeżeli już znajdziecie się w rejonach gdyńskiego molo polecam Wam wdrapać się na wspomniany wyżej klif. Zapewniam, że widok jest bajeczny.

Molo w Gdyni Orłowie
Molo w Gdyni Orłowie

 

Klif Orłowski
Klif Orłowski

Po krótkim odpoczynku udałem się w kierunku Sopotu, gdzie znajduje się najsłynniejsze polskie molo, będące każdego roku celem „pielgrzymek” setek tysięcy turystów. Molo w Sopocie wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest to konstrukcja niewątpliwie ciekawa, chociażby ze względu na fakt, że jest to najdłuższe molo nad Morzem Bałtyckim (część spacerowa ma 511,5 m, z czego 458 m wchodzi w głąb Zatoki Gdańskiej.  Z drugiej strony molo jest ucieleśnieniem tego, czego w Sopocie najbardziej nie lubię – wszechobecnego zgiełku. Wiem, że niektórym zgiełk nie przeszkadza, więc ciężko jednoznacznie uznać go za wadę. W każdym razie to nie mój klimat. Ale za to wielką wadą jest konieczność uiszczenia opłaty za wejście. Jeżeli będzie chcieli wejść na molo w sezonie, to musicie mieć świadomość, że Wasz portfel uszczupli się o kwotę 7,50 zł od osoby (cena z 2014 r.). Dla mnie zbieranie opłat za samo postawienie nogi, bez zapewnienia jakichkolwiek innych atrakcji, to zdecydowanie kiepski pomysł. Być może rzeczywiście koszty konserwacji konstrukcji są wysokie, ale 7,50 zł to dużo. Czy to oznacza, że sopockie molo jest takie tragiczne? Oczywiście, że nie! Wszystkie wspomniane wyżej wady idą w zapomnienie poza sezonem, kiedy to w Sopocie przebywa mniej turystów, a wejście na molo jest bezpłatne. Zapewniam, że ciężko o bardziej klimatyczne miejsce na jesienny, wieczorny spacer.

Molo w Sopocie
Molo w Sopocie

Na molo w Sopocie długo nie zagrzałem miejsca ponieważ zerwał się dosyć silny wiatr, który towarzyszył mi do samego końca wczorajszej wycieczki. Ostatnim planowanym przystankiem było molo w gdańskim Brzeźnie. Do mola w Brzeźnie mam pewien sentyment. Być może wynika on z przejawów patriotyzmu lokalnego, ponieważ mieszkałem w Brzeźnie przez kilka lat. Molo w Brzeźnie powstało pod koniec XIX wieku. Konstrukcja ma 149 metrów długości, a więc nie jest tak okazała, jak molo sopockie. Kiedyś czytałem o planach wydłużenia mola do ponad 350 metrów, ale nie jestem w stanie napisać, czy pomysł ten jest jeszcze aktualny. Podobnie, jak molo w Orłowie, molo w Brzeźnie ma swój klimat. Zdecydowanie nie jestem typem romantyka, ale z nostalgią wspominam letnie wieczory oraz zachody słońca.

Molo w Gdańsku
Molo w Gdańsku

DSC_0780