Ironman 70.3 Gdynia

Rowerowe szlify bywają bolesne

Obserwując rywalizację zawodników podczas Herbalife Ironman 70.3 Gdynia dostrzegłem, jakim niebezpiecznym sportem może być triathlon. Niestety, do wielu wypadków dochodzi w wyniku błędów ludzkich. A te, jak wiadomo, da się często wyeliminować. Drogą do tego jest wiedza, trening i zdrowy rozsądek.

Podczas niedzielnych zawodów byłem świadkiem dwóch wypadków w strefie nawadniania, w tym jednego naprawdę groźnego. Jeden z zawodników uderzył w glebę z taką siłą, że ciarki przeszły mi po plecach. A byłem naprawdę blisko, bo jego rower mało co nie ściął mi nóg. Kiedy znosiliśmy go na pobocze wiedzieliśmy, że bez karetki się nie obędzie. Na szczęście poszkodowany miał od samego początku zapewnioną profesjonalną pomoc – jedna z najbliżej kibicujących Pań okazała się anestezjologiem, a w pobliżu był Adrian – wolontariusz i doświadczony ratownik. Mam nadzieję, że w przypadku tego zawodnika skończyło się tylko na siniakach, otarciach i pękniętym łuku brwiowym, mimo iż naprawdę wyglądało to mało ciekawie. Całe szczęście, że podczas zawodów kaski są obowiązkowe, bo patrząc na obrażenia jestem prawie pewien, że wypadek mógłby skończyć się tragicznie.

Z tego, co słyszałem wypadków i kolizji rowerowych było podczas tych zawodów więcej. Zresztą potwierdzenie znalazłem na zrobionych przeze mnie zdjęciach – przynajmniej kilka osób miało pamiątki w postaci świeżych szlifów. Oczywiście, ryzyka wypadków nie da się wyeliminować i nie zawsze dochodzi do nich w wyniku błędu zawodnika. Jednak wydaje mi się, że do większości kraks dochodzi przez ewidentny brak doświadczenia. Prawda jest taka, że duża część startujących kompletnie nie ma pojęcia na temat rywalizacji kolarskiej. Jedni jadą prawą stroną, inni lewą. Notorycznie dochodzi do zajeżdżania drogi, a największy hardcore można zauważyć w punktach nawadniania, kiedy to niektóre osoby w ostatniej chwili decydują się, że jednak skorzystałyby z wody i dają po hamulcach. Nie muszę Wam tłumaczyć, jak to się kończy dla tych, którzy jadą za nimi… Akurat w przypadku zawodowych kolarzy ciężko mówić o braku doświadczenia, ale mały błąd jednego zawodnika może skutkować tym, że kilkudziesięciu innych wyląduje na asfalcie. Tak było np. na finiszu II etapu 72. edycji Tour De Pologne (jak ktoś nie ma chęci oglądać całości, proponuję przewinąć na 6:42):


Większość początkujących triathlonistów boi się pływania. Ale tak naprawdę, prawdopodobieństwo tego, że coś złego stanie się w wodzie jest minimalne. W przypadku jazdy rowerem ryzyko wypadku jest dużo większe, a skutki upadku przy prędkości ok. 40 km/h mogą być tragiczne. Dlatego uważam, że w ramach przygotowań do startów warto nie tylko budować moc w nogach, ale również nauczyć się jazdy w grupie. Okazją do tego mogą być np. grupowe treningi kolarskie, regionalne zawodowy, czy też rekreacyjne imprezy rowerowe o charakterze zawodów. Czy innym jest samotne jeżdżenie po pustej ulicy, a czym innym walka w grupie o jak najlepszą lokatę. A jeżeli już dojdzie do wypadku, trzeba wiedzieć, jak upaść, żeby skutki kraksy był jak najmniej dotkliwe. Kolejna sprawa – zawsze należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Możesz jechać bardzo rozważnie, stosować się do ogólnie przyjętych zasad, ale nigdy nie wiesz, co wymyśli osoba jadąca przed Tobą. A ludzka pomysłowość nie zna granic ;)

I pamiętajcie – najważniejsze jest myślenie i zdrowy rozsądek. Emocje emocjami, ogień z dupy lecieć musi, ale głowę trzeba mieć na karku.

Galeria zdjęć z Herbalife Ironman 70.3 Gdynia