DSC_1455_00001_wynik

Zagubiony w kaszubskiej mgle

Od kilku dni jestem na urlopie ojcowskim. Niech Was nie myli pierwszy człon tej nazwy – urlop ojcowski ma mało wspólnego z odpoczynkiem. Myślę, że głównym celem wprowadzenia takiego rozwiązania było uświadomienie mężczyznom, ile roboty mają ich żony. Rano pobudka, dziecko trzeba przewinąć, nakarmić i za chwilę uśpić. Później chwila relaksu na śniadanie i toaletę poranną i za jakąś godzinkę na spacer. Po spacerze obiad, chwila relaksu w ramach zabawy z dzieckiem, później kąpiel, usypianie, ryk, wstawanie, usypianie, ryk, wstawanie, usypianie, kupa… I tak bez końca. No więc po kilku dniach aktywnego udziału w procesie wychowawczym naszego dziecka stwierdziłem, że moja żona jest super bohaterką, a ja jestem cieniasem – było jasne, że potrzebuję odpoczynku. Więc złożyłem wniosek o kilkugodzinny urlop od urlopu ojcowskiego. Komisja składająca się z Arlety i małego Aleksandra rozpatrzyła moje podanie pozytywnie, można było ruszać na poszukiwania przygód.

Plan na wczorajszą wycieczkę był następujący: pociągiem PKM jadę do Kartuz, następnie objeżdżam okoliczne jeziorka, robię piękne zdjęcia jesiennego krajobrazu, wracam do Kartuz, a później przez Żukowo, Rębiechowo i Matarnię wracam do Gdańska. Generalnie trasę udało mi się pokonać zgodnie z założeniami. Dużo gorzej wyglądała kwestia zdjęć. Już podczas jazdy pociągiem PKM do Kartuz uświadomiłem sobie, że mgła może pokrzyżować moje plany fotograficzne. Kiedy dojechałem do pierwszego jeziora zdałem sobie sprawę, że ładnych widoczków na 100% nie będzie. Ledwo widziałem swoją rękę, więc na zrobienie zdjęcia czegoś bardziej odległego nie było szans.

DSC_1455_00001_wynik

DSC_1458_00002_wynik

DSC_1465_00003_wynik

Po jakiś 20 kilometrach bezskutecznego poszukiwania ciekawego kadru wróciłem do Kartuz. Migiem przejechałem przez miasto i skierowałem się w stronę Żukowa. Trasę dzisiejszej wycieczki pozwoliłem zaproponować sztucznej inteligencji z Google Maps i nie wziąłem pod uwagę, że program może nie wpaść na to, że mam typowo szosowe opony. Efekt był taki, że musiałem przeciskać się przez drogi szutrowe, lasy i piachy na cieniutkich oponkach, które kupiłem specjalnie na Triathlon Gdańsk. Miejscami było ciężko, ale na szczęście udało mi się dojechać do Żukowa w jednym kawałku i bez złapania kapcia. W Żukowie kebabem i colą uzupełniłem zapasy energetyczne, po czym ruszyłem w stronę Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy. Po drodze zauważyłem, że mgła ustępuje, co mnie bardzo ucieszyło. Pomyślałem sobie, że widoczków nie udało się uchwycić, ale za to może będę miał szczęście ustrzelić obiektywem jakiś samolot. Udało się ustrzelić nawet trzy. Być może byłoby ich więcej, ale te 20 minut stania w miejscu spowodowało, że zrobiło mi się cholernie zimno. Nie było wyjścia – trzeba było jechać do domu.

DSC_1574_00005_wynik

DSC_1577_00006_wynik

DSC_1586_00008_wynik

DSC_1588_00009_wynik

  • Zdjęcia są świetne!

    • Dzięki! W robienie zdjęć bawię się zaledwie od kilku miesięcy, więc efekty są jeszcze dalekie od profesjonalizmu. Ze zdjęciami jest trochę podobnie, jak z bieganiem – trzeba trenować, czytać, próbować różnych sposobów i wypracować swoje własne metody. I podobnie, jak bieganie, fotografia zajmuje dużo czasu. A przy półrocznym dziecku, pracy itp. ciężko o coś takiego, jak czas wolny ;)